Zaloguj się
Nie ma miejsca na ściemę (wywiad)

Gorce Champion MTB coraz bliżej. Podgrzewamy atmosferę i publikujemy naszą rozmowę z Urszulą Luboińską. To doświadczona zawodniczka, która niejedną górę zdobyła. I to za każdym razem w świetnym stylu. Jeździła też z nami w ubiegłorocznym maratonie pod Turbaczem. Jak wspomina tamte dni?

Dużo czasu spędzasz na rowerze w górach?

Zeszłoroczny start w Gorcach był moim pierwszym startem w górach po czteroletniej przerwie. Wcześniej dużo jeździłam, jestem finiszerem MTB Trophy, MTB Challenge z 2010 roku, potem przez trzy lata uczestniczyłam w cyklu Powerade MTB Maraton na dystansie giga, a raz zajęłam nawet drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Nie liczę kilku startów w górach świętokrzyskich, które były w międzyczasie. Czas jednak bardzo szybko leci, gdyby nie zapiski w Cyklopedii nigdy bym nie powiedziała, że upłynęło już tyle lat!

Co Cię skłoniło do zmierzenia się z takim wyzwaniem jak król Gorców, Turbacz?

Mam w pamięci niesamowitą atmosferę jaka panowała na górskich maratonach, kiedy spędzało się od 5 do 8 godzin na trasie. To są wrażenia w żaden sposób nieporównywalne z zawodami w płaskim terenie. Niesamowita przyroda, wzajemny szacunek zawodników wobec każdego, kto mierzy się z wyzwaniem, a także inne, bardziej zdystansowane podejście do rywalizacji. Powietrze, górskie wioski, satysfakcja z pokonywania własnych słabości, postępy w technice. W górach nie ma miejsca na żadną ściemę. Chciałam do tego wszystkiego wrócić, a jako że jestem mocno zżyta z Mazovią to bardzo mi się spodobało, że zawody odbędą się w ramach tego cyklu. Ponieważ wiedziałam, że nie jestem mocna technicznie, liczyłam też trochę na to, że wyścig nie będzie zbyt trudny pod tym względem.

Jak wyglądały Twoje przygotowania do tego wyścigu?

Nie było żadnych przygotowań. Zmieniłam opony na bardziej agresywne, to wszystko. Trenuję cały rok, dużo startuję, więc pojechałam z marszu. W górach jeździłam tylko na obozie przedsezonowych w Hiszpanii, ale na rowerze szosowym.

Co najmocniej utkwiło Ci w pamięci z ubiegłorocznego maratonu? Masz może jakieś szczególne wspomnienia – z peletonu, z trasy?

Pamiętam, że pierwszym kilometrze czasówki na Turbacz miałam całkowicie dość gór. Wystartowałam za mocno i przeliczyłam się. Po ukończeniu pomyślałam, że nigdy więcej nie pojadę w góry. Byłam wykończona jak nigdy. Góry zwyczajnie wymagają pokory i trzeba o tym cały czas pamiętać. Najlepiej zawsze zrobić jeden krok wstecz. Sam maraton rozpoczynał się pod czarnymi chmurami, wyglądało jakby nadchodził jakiś pogodowy Armagedon. Byłam pewna, że czeka nas burza na trasie, tymczasem nic takiego nie miało miejsca, jeździliśmy w pięknym słońcu. Trasa była przystępna, poza jednym kamienistym zjazdem strumieniem nie sprawiała trudności. Pamiętam, że dobrze sobie radziłam na podjazdach. Odblokowałam się i poczułam fun ze zjazdu dopiero na ostatnim odcinku do mety, kiedy ścigałam się o wygraną z Małgosią Mazurek z Żywca. Uciekłam, ale ona startowała z drugiego sektora i mimo, że pierwsza wskoczyłam na metę, jej czas przejazdu był krótszy i zdobyła zwycięstwo.

Która trasa dała Ci się mocniej we znaki – czasówka czy klasyczne ściganie się na trasie na Turbacz?

Zdecydowanie czasówka. Zapomniałam, że trzeba rozłożyć siły i wystartowałam dając z siebie 100%. Po kilku minutach nie miałam już sił, a przede mną było 9 stromych kilometrów.

Jak oceniasz trudność naszego maratonu w Gorcach?

Myślę, że jest przystępny dla przeciętnego rowerzysty z Mazowsza, pod warunkiem dobrego doboru opon i zachowania rozwagi przy rozkładaniu sił. Ten wyścig nie rozgrywa się na początku przy układaniu peletonu i trzeba o tym pamiętać. Poza tym, każdy ma inne predyspozycje do zjeżdżania, więc to już pozostaje sprawa indywidualna. Zejście technicznych odcinków nie powinno też być ujmą na honorze, lepiej to zrobić niż skończyć sezon przedwczesnie w gipsie. Technikę w górach nabywa się poprzez regularną jazdę, więc nie ma się co dziwić, że jeśli pojawimy się tam z doskoku z Mazowsza, możemy być nieco bezradni. Ale tak jak mówię, są zawodnicy, którzy jadą pierwszy raz i latają po górach, jakby się tam urodzili.

Czy stawiałaś sobie jakieś konkretne cele przed udziałem w wyścigu? A może zależało Ci przede wszystkim na emocjach i przygodzie?

Chciałam ukończyć ten wyścig, najlepiej na pierwszym miejscu. Cel zrealizowany został połowicznie.

Miałaś nieco wolnego czasu, by poznać bliżej gminę Nowy Targ i same Gorce? Jak podoba Ci się ten zakątek Polski?

Spędziłam w tych okolicach tydzień. Mam w okolicy zaprzyjaźnionych gospodarzy, którzy są bardzo gościnni i można się poczuć u nich jak w domu. Wiele spacerowałam po halach, obserwując owce i odpoczywając od cywilizacji. Jest to miejsce ze szczególnym mikroklimatem, który bardzo mi odpowiada.

W tym roku masz już trzy starty w Cisowianka Mazovia MTB Marathon za sobą. Czy zjawisz się także na starcie w Waksmundzie 1 lipca, by jeszcze raz zmierzyć się z Turbaczem?

Trudno mi teraz planować, co będę robiła w lipcu. Jeśli praca i życie osobiste będą temu sprzyjać, chętnie spędzę w tych okolicach kilka dni i przypomnę sobie ściganie w górach.

2017-05-15 POWRÓT

 

Rekordowe osiągi górali!
Wysoka góra, to wysoka pula nagród
Relacja z konferencji prasowej pod Turbaczem
Media nagłaśniają czasówkę na Turbacz
Chcecie pomóc?
O cookies
Cyklopedia/3w4u.eu
Czy możemy Ci
w czymś pomóc???
Napisz do nas